— Chociażbym rad coś o tem powiedzieć — odezwał się Andrzej, — nie wiem nic cale. Zdaje się że Biskup go chce mieć przy sobie.
— I użyć do swych zamiarów! — przerwał Wojewoda — i pewnie go przy Leszku umieścić, aby na straży stał gdy Biskup sam nie może.
Któż wie, Iwo gotów mu kasztelanię krakowską dać, lub mnie gdzie odegnać, aby go na mojem miejscu posadzić. Mnie on nie wierzy!
Andrzej spojrzał w tej chwili na ojca takim wzrokiem, że stary się zasromał i pogniewał. Słów mu zabrakło.
— Tyś bo się tak księdzem stał iż Jaksą być przestałeś! — zawołał. — Suknia ta cię przeistoczyła. — Na mnicha mi patrzysz, a tegom ja z ciebie mieć nie chciał...
Andrzej wstał z siedzenia i poszedł uściskać ojca. Surowa twarz jego, drgała jakiemś uczuciem.
— Mój ojcze, — odezwał się potrząsając suknią czarną — myśmy rycerstwo Chrystusowe, a tak jak rycerz wdziewając zbroję o wszystkiem musi zapomnieć, by w oręż swój włożyć duszę, i my, tem więcej — dla zbroi naszej świata zabywać musiemy...
— Mnichem przecież nie jesteś!
— Ale też same mam śluby i obowiązki — rzekł Andrzej.
— Nim je przyjąłeś miałeś inne dla rodu i ojca — zawołał Marek.