— Nie szkodzi że pan brat tu — dodał Jaszko — tajemnic przed nim nie powinniśmy mieć, nie doszedł może do tego jeszcze aby swoich zdradzał dla obcych.
— Bracie! — odezwał się surowo Andrzej.
Ojciec dał znak Jaszkowi, na który on nie wiele zważać się zdawał.
— Tak — dodał gniewnie prawie — kto nie z nami ten jest przeciw nas.
— Naprzód z Bogiem być muszę, — odparł miarkując się mistrz Andrzej.
Nie zważając już na brata, z wielką gwałtownością rozpoczął Jaszko.
— Dość mam tego życia sromotnego, — zawołał. — Kryć się muszę jak złoczyńca, wdziać mi zbroi nie wolno. — Lada urwisz Odrzywąs może mnie jak zbiega pochwycić i wydać... Już mi się to psie życie uprzykrzyło!
Marek przerwał mu surowo.
— Dziękuj Bogu żem cię ocalił! Czego ci się zachciewa? oszalałeś.
Oczyma wskazał mu na drugiego syna, lecz Jaszko nań wcale nie zważał.