— Nie ten już co był — wtrącił Marek...

Książe spojrzał...

— Dobrze iż Biskup go ma, bo rodzinę kocha, a tej się dla Chrystusa wyrzekł całej. — Z Jacka i Cesława pociechy mało, bo ci Bogu więcej niż stryjowi służą. Święci i to młodzieniaszkowie!

Książe głowę skłonił.

Po chwili zapytał Wojewodę.

— Co Mszczuj tu myśli poczynać, nie wiecie?

— Nikt go nie widział jeszcze — odparł Marek.

— Ani ja — potwierdził książe.

— Że mnichem za przykładem synowców nie zostanie — mówił Wojewoda — zda się pewnem, bo nie czas... a i córki ma, co pieczy potrzebują.

— Z córkami tu jest? — spytał Leszek.