— Kiedy mi go żal! — mruknął.
— I Laskonogiego też? — odparł szydersko Jaszko.
Plwacz głową potrząsł — i ręką rzucił.
Nie było co mówić dłużej, zbliżył się Jaksa i zapytał.
— Pojutrze?
Głową na to kiwnął Plwacz — lecz zarazem wnet sobie zaprzeczył.
— To jego sprawa! — ja nie chcę wiedzieć — nie chcę... Biskupi klątwę rzucą...
— To ją zdejmą! — odparł zimno Jaszko.
Postał jeszcze trochę, a widząc że się nie doczeka więcej nic, bo Plwacz bardzo zburzony chodził po izbie, Jaszko się pokłonił i wyszedł...
Nazajutrz rano, jak uchwalonem było, po nabożeństwie ogłoszono rycerstwu aby się do pochodu gotowało... Nie dowierzano temu zrazu, lecz i Marek Wojewoda, aby w podejrzenie nie wpaść, powtórzył tysiącznikom rozkaz... Mnóstwo się znalazło przeszkód, tak też około pół dnia okazało się iż nazajutrz ciągnąć ani było sposobu.