Chmurny mu się pokłonił.

— Cóż to — zamruczał, — chcecie na Światopełka iść?

— Tak — odparł Leszek z mocą którą sobie nadać usiłował. — Nie chce on do mnie, ja do niego muszę.

— A któż mówił że nie chce? — krzyknął Plwacz.

— Ileż dni czekam ja na niego. — Ja zwierzchni pan, na tego co mi posłuszeństwo winien?

Odonicz spojrzał z pod brwi nawisłych.

— Obiecał się być — to będzie — rzekł po chwili.

— Spotkamy się na drodze, albo u niego doma — odparł Leszek który postanowił nie uledz.

Plwacz ustąpił nieco.

— A wy co myślicie czynić? z nim iść czy ze mną? — zapytał Leszek.