Za całą odpowiedź Waligóra ręką w stronę ku wałom zamachnął.

— Precz wyrzuciłem to ścierwo, aby pańskiego domu nie kalało... Ten był od którego rany bliznę noszę.

I pokazał obnażając pierś pręgę na niej czerwoną.

Trwoga i politowanie malowały się na pogodnem zawsze obliczu Biskupa...

— Mszczuju — zawołał, — grzeszniku niepoprawiony, zakamieniały. Potrzeba ci było gościa pana twojego tknąć, tego który wczoraj u jego stołu chleb z nim łamał...

Waligóra nie odpowiadał, głowę trzymając spuszczoną jak winowajca który na wszelką karę jest gotowy, przewidział ją i przyjmuje.

Biskup jęczał przejęty.

— Cóż się z nim stało? ranny? zabity? gdzie?

— Nie wiem — rzekł Waligóra, — rzuciłem go won za parkany.

Sęczek który stał z tyłu, począł mruczeć coś, tak że Biskup ku niemu się zwrócił.