Oko wchodzącego Biskupa padło instynktem nań i zatrzymało się na zczerniałej plamie z posoki która u miecza została.
Stanął ręce złożywszy.
— Mszczuj! — zawołał wskazując na miecz.
Waligóra podniósł się z posłania, oczy przecierając, ciężki oddech z piersi mu się dobywał.
Drżący palec biskupa ciągle ku mieczowi był skierowany.
— Mszczuju! to krew!
Stary spojrzał na swój miecz obojętnie.
— Krew — powtórzył zimno — niemiecka.
Iwo nie mógł słowa przemówić długo.
— Zabiłeś go! — wyjęknął drżący.