— Cóż? i sądzić mają?
— Albo jutro lub pojutrze! — odparł Nikosz — i z więzienia prosto na pieniek. Kat już miecz szlifuje.
— Odrowąż! — z mściwym wyrazem zawołał Jaksa — to mi zapłaci za wszystkie nędze tej włóczęgi z której powracam...
Juściż gdy go ścinać będą, wpuścicie mnie w podwórze, abym i ja popatrzył.
Nikosz ze wstrętem jakimś spojrzał nań — nie odpowiedział nic.
— A w Krakowie o tém wiedzą? spytał Jaksa.
— Nie słychać! — rzekł lakonicznie Nikosz.
Niespokojny, dłużej się nie puszczając w rozmowę i nie zapraszając do wdowiczki, Nikosz wymknął się nazad do zamku.
IX
W jednej z izb zamku wrocławskiego za ogromnym stołem, tegoż wieczora siedziało trzech ludzi, zajętych tajemniczą, urywaną rozmową. Na stole suknem okrytym para ksiąg w drzewo i skórę świnią oprawnych rozłożona była, lecz mrok już nie dozwalał się ich radzić.