Z przerażeniem porwał się z łoża, gdy drzwi skrzypnęły Mszczuj, Iwo twarz jego zmienioną widząc, zaczął od przeżegnania.

Jeżyły mu się włosy, oczy pałały.

— Miarkuj się i panuj nad sobą! — odezwał się biskup.

— Ten zbójca tu jest, ten co mnie w piersi ranił, ten co mi porwał dziecko — krzyknął Waligóra — zbójca tu!

Iwo stał nieporuszony.

— Widzisz wszędzie obraz tego człowieka, jak żeby on się tu mógł znaleźć? — odparł spokojnie.

— Przybył w orszaku Konradowym — ciągnął dalej Mszczuj — ja pomstę nad nim mieć muszę.

— Możeż to być? — powtórzył Iwo.

— Bracie — przysięgam ci! On z drugim zdradliwie napadli mnie i krew moją wytoczyli... zasadzili się na mnie gdym gonił, gdy widzieli mnie bezbronnym. On jest! on!

Biskup zamilkł...