— Być to nie może — rzekł powolnie — aby się ważył tu przybyć, boć o tobie i o mnie wiedzieć był powinien...

— Urągać mi się przybył — zakrzyczał Mszczuj — a jabym nie miał nastać mu na gardło i zgnieść plugawego robaka!!

— Uspokój się — odezwał się Iwo — daj mi rozpytać, oczy cię mylą... Nie wychodź z izby!!

Waligóra chciał mówić coś jeszcze, gdy biskup wyszedł już i powrócił do księcia. W tejże chwili wpadł do komory Sęczek, blady i pomięszany. Zobaczywszy pana swego w tym stanie, w jakim go widywał na zamku, strwożył się więcej jeszcze.

— Tyś tych niemców widział na Białej Górze — zawołał przyskakując ku niemu Mszczuj. — Mów! widziałeś ich!

— Widziałem — mruknął chłopak.

— Ten ci tu jeden jest? — dodał Waligóra, za ramię go chwytając i ciągnąc, aby się z wejrzeniem nie ukrywał. — Mów! poznałeś go?

Strwożył się Sęczek i zabełkotał — Niewiem!

— On jest! on! on! — zawrzał stary — idź! wytrzeszcz oczy. — On.

Sęczek poznał był od razu Gerona, który w istocie przybył w orszaku swojego stryja, lecz znając gniew pana, niechciał potwierdzać, aby rozlewu krwi na dworze nie być przyczyną.