Plwacz zaprzeczył mruczeniem.

— Wszystkobym wybaczył, ale Nakło!

Ruszył ramionami Odonicz i szybko wtrącił ręce rozkładając szeroko.

— Nakło! Nakło! do Pomorza zawsze należało! należało!

— Krzywousty je zawojował dawno i odjął mu, musi mojem być. Nie da po dobrej woli, wezmę siłą.

Plwacz zaczerwienił się mocno i dwa razy splunął, zająknął się, nie chciał odpowiedzieć.

— Rychło przybędzie Światopełk? — spytał Leszek.

Plucie powtórzyło się jeszcze, i nim odpowiedź wyjąknął Odonicz otarł brodę i wąsy, a musiał z trudnością dobywać głosu.

— Nie wiem — rzekł — przybędzie... ale kiedy? dadzą znać, ja go dawno nie widziałem.

Popatrzał nań Leszek zdumiony.