— Któż będzie wiedział, jeżeli wy nie umiecie powiedzieć?
— Trzeba słać — zapytać?
Zaciął się nieco. Światopełk boi się... Doniesiono mu, że na niego wszystek gniew, żal, że dlań przebaczenia nie ma — cóż? lęka się?
I Odonicz nie mogąc w miejscu ustać spokojnie, począł przed Leszkiem chodzić, szukając kątów do plwania... Zmięszany był, nie podnosił oczu...
— Władysławie — odezwał się Leszek, wpatrując w niego. — Lepiej wy od Światopełka znać mnie powinniście, wiecie żem prędzej do przebaczenia skłonny, niż do potępienia. Światopełk nie ma się tu lękać czego, a gdy się nie stawi, więcej obawiać się może... Ślijcie wy od siebie do niego, aby nas tu próżno nie trzymał.
— Ja? ja? — opierając się zawołał Plwacz — ja? nie! — wy — poślijcie, macie prawo...
— Mówiliście, że obiecał przybyć? — zagaił po krótkiem milczeniu Leszek.
— Sądzę — sądzę! pewnie! Przybędzie choć się lęka — rzekł pospiesznie Plwacz. — Przyjedzie choć się waha — stanie.
Spuścił oczy i głowę i potwierdził raz jeszcze.
— Przyjedzie pewnie. Cóż ma czynić — jeden przeciw wszystkim...