— A jemu co z tego przyjdzie? — zawołał drugi — toć go nie dostanie...
— I inni książęta wszyscy za tem głosują, bo im się już tu stać naprzykrzyło.
— No — i ks. Konrad? — pytał Jaksa.
— I on też, boć mu od innych nie odstać — rzekł Cedro siadając. — Zobaczycie że nie dalej jutra dadzą rozkazy rycerstwu do pochodu...
Jaszko nie dowierzając ramionami ruszył — i coś zaśpiewał.
Drudzy posłyszawszy nucenie wzięli się wtórować, Cedro patrzał na nich, bo sam trzeźwy był...
— Cóż na to Plwacz? — odezwał się Jaszko rzucając kości, które mu źle padły.
— Plwacz pluje i zżyma się — rzekł Cedro, — ale on jeden na tylu...! Zaręcza zawsze a bodaj zaprzysięga że Światopełk przybędzie — a no, głupiby wierzył, prawdę rzec, bo gdyby chciał głowę skłonić, miał na to czasu dosyć.
Chociaż nowinie tej nikt jakoś wierzyć nie chciał w początku, gdy nadeszli Andruszka i Gabryk Nałęcze, i Gozdawa Petrek, a powtórzyli że tam już nie na żart o Nakle mówiono, ruszył się Jaszko od kości, kaftan i zbroję kazał sobie dać, szybko się przyodział i pobiegł, kazawszy podczaszemu swemu aby kubki nalewał, a druhów prosząc żeby nie szli precz aż powróci.
Nie było go dość długo, — przywlókł się zafrasowany i zły zrzucać zaczął z siebie odzież.