— Nie prawdęm mówił? — spytał Cedro.
— Dziś to prawda — zaśmiał się Jaszko pogardliwie, — ale czy jutro będzie tak samo — nie wiem...
Nie siadł już Jaszko do kości, powiadając się zmęczonym i legł. Drudzy też poziewali i gromadka zwolna rozchodzić się zaczęła.
Jaszko nie wstrzymywał, ziewał i wyciągał się jak oni. — Lecz zaledwie sam w namiocie pozostał, zerwał się na nogi, opończę długą wdział, słudze dał przykaz jakiś i wyszedł. Krążąc poza dworcami dostał się do Plwacza — wprowadzono go do niego.
Odonicz właśnie stał wyprawiając jakiegoś człeka, który gotów do drogi, rozkazy odbierał głową potrząsając.
Gdy ten wyszedł, Jaksa się zbliżył.
— Nastraszyli nas że w pochód iść każą, — rzekł.
Książę Władysław gniewnie rzekł.
— A no — niech idą, póki czas!! niech idą.
Z końca w koniec izby miotał się chodząc.