— Miłościwy książe — odparł Jaszko, — żałując i miłując nie zrobi się nic...
— Ja też tu nic do robienia nie mam — ofuknął Odonicz. — Światopełk niech czyni jako rozumie, ja ręce umywam — umywam!!
Odwrócił się do Jaksy.
— Kiedy mi go żal! — mruknął.
— I Laskonogiego też? — odparł szydersko Jaszko.
Plwacz głową potrząsł — i ręką rzucił.
Nie było co mówić dłużej, zbliżył się Jaksa i zapytał.
— Pojutrze?
Głową na to kiwnął Plwacz — lecz zarazem wnet sobie zaprzeczył.
— To jego sprawa! — ja nie chcę wiedzieć — nie chcę... Biskupi klątwę rzucą...