Przed wieczorem stajemy w miasteczku Palmeiras, liczącym 500 mieszkańców i zabudowanym zwykłym trybem amerykańskim w czworobok naokoło wielkiego placu, z kościołem w środku i dwiema alejami mizernych palm po bokach.
Tuż poza miastem przechodzi podobny do poprzedzających trzeci wał kamienny, na wysokości 780 metrów nad poziomem morza, za którym wchodzimy już wkrótce w region leśny, przecięty głębokimi parowami i posiadający grunt ilasty, ze zwietrzenia łupków paleozoicznych189 powstały.
Snujące się po ulicach postacie w wypłowiałych maciejówkach lub czerwonych kurtach kujawskich wskazują, że jesteśmy blisko nowszych kolonii polskich.
W nocy dziwne wrażenie na nieprzyzwyczajonym oku sprawiają bijące zewsząd łuny pożarów stepu, pożarów, których płomienne języki pod same mury miasta podchodzą, nie wzbudzając w apatycznych Brazylianach najmniejszej troski. Czasami spali się przy tym dom jaki, to się i odbuduje... Brazylianin zresztą wśród czterech ścian, przykrytych dziurawym najczęściej dachem, którego mu się naprawić nie chce, nie zna wcale wygód europejskich. Zamiast łóżka, u zamożnych nawet, stos niewyprawionych skór wołowych, zamiast stołków — kilka pni drzewnych lub czaszki wołowe. Mebli nie posiada żadnych, nie dziw zatem, że obawa pożaru straszną dla nich nie jest. Ociężałość i lenistwo, przy wrodzonej zresztą dobroduszności, przy tym wielka chęć zbogacenia się bez pracy, przepełniająca złodziejami wszystkie urzędy: to cechy charakterystyczne prawego syna kraju, niezarażonego jeszcze zgubnymi doktrynami Europy, wypisanymi, wbrew zapewne woli narodu, na sztandarze młodej rzeczypospolitej brazylijskiej: „Ordem e progresso”.
Palmeiras jest mieściną czysto brazylijską; z wyjątkiem paru Niemców, lekarza Włocha i przychodzących za interesami kolonistów polskich ludność składa się z Brazylianów, Mulatów i Murzynów. Skoro tylko się ściemni, miasto wydaje się umarłe. Na ulicach żywej duszy nie ma, okiennice wszystkich domów szczelnie pozamykane, nawet światła nigdzie nie widać, bo pokoje mieszkalne zwykle leżą w głębi domu, od frontu zaś tylko salon gościnny z nieodzowną kanapą i symetrycznie ustawioną aleją wiedeńskich krzeseł lub foteli od kanapy do drzwi wchodowych.
Rozdział VII
Dr Grillo. Nieco o Pawlaku i brazylijskiej Temidzie. Wyjazd na kolonię St. Barbara. Przyroda. Koloniści. Odjazd z Palmeiras. Porto Amazonas. Rzeka Y-guassu.
Dyrektor i zarazem lekarz okolicznych kolonii, dr Grillo, Włoch z rodu, okazuje się człowiekiem bardzo uprzejmym i miłym. Na pogawędce z nim parę wieczorów przyjemnie nam upłynęło, przy czym dowiedziałem się najniespodzianiej, iż służąca dra Grillo, młoda, przystojna Kujawianka, jest rodzoną siostrą osławionego Pawlaka, oraz iż cała ta przyjemna kompania, razem z Wyrostkiewiczem, znajduje się na sąsiedniej kolonii St. Barbara, którą zwiedzać mamy. Mordercy nie uważali za stosowne nawet nazwiska zmieniać — tak dalece pewnymi się tutaj czują zupełnej bezkarności. Że nie mylili się w tym względzie, przekonaliśmy się niebawem, gdy, poznani przez nowo przybyłą partię włościan spod Nieszawy, zbiegli z kolonii i zostali na żądanie rosyjskiego konsulatu aresztowani w Santos, w chwili gdy chcieli wsiąść na statek, udając się do Ameryki Północnej. Sprawiedliwości stało się zadość, bo nazajutrz... wypuszczono obu z więzienia pod dozór policyjny!.. Od tej chwili wszelki ślad ich zaginął oczywiście; podobno są teraz w Corrientes190 na kresach argentyńskich.
Dr Grillo z najwyższym uznaniem wyraża się o pracowitości, cierpliwości i wytrwałości kolonistów polskich w podwładnych mu osadach, gdy natomiast Włosi i Hiszpanie okazali się zbyt słabi i nieudolni przy trzebieży odwiecznych lasów, a z wielkiej liczby sprowadzonych przez zarząd emigrantów tych narodowości zaledwie garstka szczupła pozostała na miejscu. Jedni Polacy wśród tej wieży Babel wszystkich narodowości okazali się istotnie rolnikami, umiejącymi się z ziemią obchodzić.
29 sierpnia zajeżdża z rana przed nasz hotelik porządna kareta, w pięć dzielnych koników zaprzężona, i w towarzystwie dra Grillo odjeżdżamy na obejrzenie pobliskiej kolonii Sta Barbara, od Palmeiras o półtorej mili odległej.