Jaguar, sprężywszy się, rzucił się na myśliwego, ale w chwili skoku kula trafiła go między oczy i padł martwy.
Harbert z Pencroffem podskoczyli do jaguara. Z drugiej strony nadbiegli Nab z Cyrusem Smithem i przez kilka chwil stali pełni podziwu, przypatrując się rozciągniętemu na ziemi zwierzęciu, którego wspaniała skóra miała niebawem posłużyć za ozdobę wielkiej sali w Granitowym Pałacu.
— Ach, panie Spilett! Jak ja pana podziwiam, jak ja panu zazdroszczę! — zawołał Harbert w przypływie bardzo naturalnego entuzjazmu.
— Cóż, mój chłopcze — odparł reporter — i ty zrobił byś to samo.
— Ja? Ja bym się zdobył na tyle zimnej krwi?...
— Wyobraź sobie, Harbercie, że jaguar jest zającem, a zastrzelisz go najspokojniej w świecie.
— Ot, i wszystko! Całkiem proste! — odparł Pencroff.
— A teraz — powiedział Gedeon Spilett — ponieważ jaguar opuścił swoją kryjówkę, nie widzę powodu, przyjaciele, żebyśmy jej nie zajęli na tę noc.
— Mogą przyjść inne jaguary — powiedział Pencroff.
— Wystarczy rozpalić ogień przy wejściu do jaskini — powiedział reporter — a pewnie żaden nie odważy się przestąpić progu.