I mówiąc to, podał biednemu Murzynowi parę garści małży; nędzne i niedostateczne to było pożywienie.
Nab od dawna nic nie miał w ustach, mimo to nie przyjął posiłku. Osierocony przez swojego pana nie mógł i nie chciał już żyć.
Natomiast Gedeon Spilett chciwie połykał mięczaki; potem położył się na piasku u podnóża skały. Był wycieńczony, ale spokojny.
Wtedy Harbert zbliżył się do niego, wziął go za rękę i powiedział:
— Drogi panie, znaleźliśmy schronienie, gdzie będzie panu wygodniej niż tu. Nadchodzi noc. Niech pan sobie odpocznie, a jutro zobaczymy...
Reporter wstał i podążył za chłopakiem w stronę Kominów.
W tej chwili podszedł do niego Pencroff i tonem najnaturalniejszym w świecie zapytał go, czy przypadkiem nie ma przy sobie zapałek.
Reporter zatrzymał się, poszukał w kieszeniach i nie znalazłszy, odparł:
— Miałem je przy sobie, lecz musiałem razem z innymi rzeczami wyrzucić w morze...
Marynarz zadał wówczas to samo pytanie Nabowi i otrzymał tę samą odpowiedź.