Zgromadzeni zatem w wielkiej sali rozmawiali już od kilku minut, gdy rozległo się lekkie pukanie do drzwi. Prawie równocześnie nieznajomy wszedł do sali i bez żadnych wstępów powiedział:
— Panowie, zanim panów opuszczę, powinniście poznać moją historię. Opowiem ją.
Te proste słowa wywarły na Cyrusie i jego towarzyszach mocne wrażenie.
Inżynier powstał ze swego miejsca.
— Nie pytaliśmy pana o nic, przyjacielu — powiedział. — Ma pan prawo milczeć...
— Mam obowiązek mówić.
— Więc niech pan usiądzie.
— Wolę stać.
— Słuchamy pana zatem — odparł Cyrus Smith.
Nieznajomy stanął w kącie sali, w lekkim półcieniu. Głowę miał odkrytą, ręce skrzyżował na piersi i przytłumionym głosem, jakby się przymuszał do mówienia, rozpoczął następujące opowiadanie, którego żaden ze słuchaczy nie przerwał ani razu: