— Mówi pan, Pencroffie — ciągnął dalej inżynier — że gdy wracaliście z wyspy Tabor, ujrzeliście ogień na Wyspie Lincolna?
— Nie inaczej — odparł marynarz.
— Czy jest pan pewny, że widział pan ten ogień?
— Tak, jak pana widzę.
— I ty także, Harbercie?
— Ach, panie Cyrusie — zawołał Harbert – przecież ten ogień jaśniał jak gwiazda pierwszej wielkości!
— A może to rzeczywiście była gwiazda? — zapytał inżynier.
— Nie — odparł Pencroff – bo całe niebo było zakryte gęstymi chmurami, a gwiazda w żadnym razie nie świeciłaby tak nisko nad horyzontem. Przecież pan Spilett widział to samo co my i może potwierdzić nasze słowa!
— Muszę dodać — powiedział reporter — że światło było bardzo jaskrawe i przypominało strugę światła elektrycznego.
— Tak! Tak! Właśnie... — odparł Harbert. — I świeciło z pewnością gdzieś z wysokości Granitowego Pałacu.