— Wróćmy zatem i czuwajmy — odparł inżynier.
— Czy mamy jakąś szansę wyjść z tego cało, panie Cyrusie? — zapytał marynarz.
— Tak, Pencroffie.
— Hm! Sześciu przeciwko pięćdziesięciu!
— Tak! Sześciu!... Nie licząc...
— Kogo? — zapytał Pencroff.
Cyrus zamiast odpowiedzi wskazał tylko ręką na niebo.
Rozdział III
Mgła się podnosi. — Zarządzenia inżyniera. — Trzy posterunki. — Ayrton i Pencroff. — Pierwsza łódź. — Dwie następne. — Na wysepce. — Sześciu łotrów ląduje. — Statek podnosi kotwicę. — Pociski ze „Speedy’ego”. — Rozpaczliwa sytuacja. — Niespodziewane rozwiązanie.
Noc upłynęła bez żadnego zdarzenia. Koloniści byli ciągle w pogotowiu, nie opuszczając Kominów. Piraci ze swej strony nie próbowali lądować. Od chwili, gdy przebrzmiały ostatnie strzały za Ayrtonem, żaden huk, żaden hałas nie zdradzał obecności brygu w pobliżu wyspy. Można by pomyśleć, że piraci w przekonaniu, że mają do czynienia ze zbyt silnym nieprzyjacielem, podnieśli kotwicę i opuścili te strony.