— A to co znowu?! Nie, tego już za wiele!
— Co takiego, Pencroffie? — spytał reporter.
— Co?! To, że to nie ja wiązałem ten węzeł!
Mówiąc to, wskazał linkę mocującą linę kotwicy do pala i zabezpieczającą przez rozwinięciem.
— Jak to, nie pan? — zapytał Gedeon Spilett.
— Nie! Mogę przysiąc! To węzeł płaski, a ja zwykle robię wyblinkę388.
— Musiał się pan pomylić, Pencroffie.
— Nie pomyliłem się! — upierał się marynarz. — To się ma w ręce, a ręka się nie myli!
— Czyżby więc piraci weszli na pokład? — zapytał Harbert.
— Nie wiem — odpowiedział Pencroff — ale to pewne, że ktoś podniósł kotwicę „Bonawentury”, a potem rzucił ją ponownie. O, patrzcie! Nowy dowód! Widocznie rozwijano linę kotwiczną, bo jej osłona389 nie jest już w otworze kluzy. Powtarzam wam, że ktoś korzystał z naszego statku...