— Nie możemy do tego dopuścić — odpowiedział żywo Cyrus Smith.— Zamordowano by go w drodze.

— A jednak to bardzo prawdopodobne, że spróbuje do nas dołączyć.

— Ach, gdyby telegraf jeszcze funkcjonował, moglibyśmy go uprzedzić. Ale teraz to niemożliwe! A nie możemy też zostawić tutaj samego Pencroffa z Harbertem... Ha!... Więc pójdę do Granitowego Pałacu sam.

— Nie, nie, Cyrusie! — zawołał reporter. — Nie wolno się panu w ten sposób narażać! Na nic by się nie zdała cała pańska odwaga. Ci nędznicy najpewniej pilnują zagrody, założyłbym się, że siedzą w zasadzce w otaczających lasach, więc gdyby pan wyruszył w drogę, wkrótce mielibyśmy do opłakiwania dwa nieszczęścia zamiast jednego.

— Ale co z Nabem?... — powtórzył inżynier. — Od dwudziestu czterech godzin nie miał od nas żadnych wiadomości. Gotów do nas przyjść.

— A ponieważ będzie mniej ostrożny niż my, zginie! — zawołał Gedeon Spilett.

— Czy nie ma sposobu, żeby go ostrzec?

Inżynier zastanawiał się nad tym, gdy nagle jego wzrok padł na Topa, który kręcił się tu i tam, jakby chcąc powiedzieć: „A ja? Cóż to, czy zapomnieliście o mnie?”.

— Top! — zawołał Cyrus Smith.

Zwierzę podbiegło na głos swego pana.