Na ten dźwięk Cyrus Smith, Pencroff i Gedeon Spilett chwycili zawsze gotowe do strzału strzelby i wypadli z domu.

Top biegał wzdłuż palisady, skacząc i szczekając, ale najwyraźniej z radości, nie ze złości.

— Ktoś idzie.

— Tak.

— I to nie wróg...

— Może Nab?

— Lub Ayrton?

Ledwie inżynier i jego towarzysze zdołali zamienić tych parę słów, gdy jakaś postać przesadziła palisadę i stanęła przed nimi. Był to Jup, pan Jup we własnej osobie, Jup, którego Top witał jak prawdziwego przyjaciela!

— Jup! — zawołał Pencroff.

— To Nab go nam przysyła! — odpowiedział reporter.