— Tak, to on.

— A więc ten człowiek wraz ze swymi dwoma towarzyszami nie zginął w malstromie433, w który wpadł „Nautilus”?

— Nie, nie zginęli i ukazała się książka pod tytułem Dwadzieścia tysięcy mil podmorskiej żeglugi, w której opisano pana dzieje.

— Moje dzieje w ciągu kilku miesięcy tylko, proszę pana — odpowiedział żywo kapitan.

— To prawda — powiedział Cyrus Smith — ale kilka miesięcy tego niezwykłego życia wystarczyło, żeby pana poznać.

— Jako wielkiego winowajcę, nieprawdaż? — dokończył kapitan Nemo i na jego ustach pojawił się wyniosły uśmiech. — O tak, jako buntownika, być może wyrzutka poza nawias ludzkości.

Inżynier nic nie odpowiedział.

— Cóż, czy nie tak, proszę pana?

— Nie do mnie należy wydawanie sądów o kapitanie Nemo — odezwał się wreszcie Cyrus Smith — przynajmniej w tym, co dotyczy jego dawnego życia. Tak jak wszyscy inni nie znam powodów tej niezwykłej egzystencji, nie mogę więc osądzać skutków, nie znając przyczyn. To jednak wiem, że dobroczynna dłoń stale roztaczała opiekę nad nami od chwili naszego przybycia na Wyspę Lincolna, że wszyscy zawdzięczamy życie dobrej, wspaniałej i potężnej istocie i że tą istotą potężną, dobrą i wspaniałą jest pan, kapitanie Nemo.

— Tak, to ja — odpowiedział z prostotą kapitan.