— Stąd, że dopiero co wypalił cygaro za trzydzieści soldów.
Doktór Dean Pitferge miał odpowiedzi zawsze tak niespodziewane, że wypytywałem go się bez końca. Bawił mnie. Wskazałem mu inne grono, umieszczone w innej części salonu.
— Tamci — odpowiedział mi — to są ludzie z Far West. Ten najwyższy, podobny do najstarszego kancelisty, jestto znakomity człowiek, naczelnik Banku w Chicago, zawsze ma pod ręką album przedstawiający główniejsze widoki jego ulubionego miasta. Pyszni się niem i ma słuszność — miasto zbudowane roku 1836 w pustyni, a dziś ma czterysta tysięcy dusz, licząc w to i swoję! Blisko niego widzisz tam kalifornijską parę. Młoda żona jest delikatna i zachwycająca. Mąż bardzo oskrobany, jest to dawny chłopak od pługa, który niegdyś kopał pepity. Ta osobistość...
— Jest to znakomity człowiek — dodałem.
— Zapewnie — rzekł doktór — gdyż jego aktywa liczą się na miliony.
— A to indywidum ogromne, które rusza cięgle głową z góry na dół, jak murzyn w zegarze?
— Ta osobistość — odpowiedział doktór — to sławny Cokburn z Rochester, statystyk uniwersalny, który wszystko zważył, wszystko zmierzył, wszystko podzielił na dozy, wszystko zrachował. Zapytaj się pan tego nieszkodliwego manijaka! On panu powie, ile człowiek pięćdziesięcioletni zjadł chleba w ciągu swego życia, i ile metrów sześciennych powietrza spożył oddychając. On powie, ile tomów w ćwiartce zapełniłyby słowa adwokata z Temple Bar, i ile mil dziennie robi faktor, roznoszący tylko same listy miłosne. On panu powie ile wdów przez godzinę przechodzi przez most w Londynie i jaka by była wysokość piramidy zbudowanej z ostryg zjedzonych. On panu powie...
Doktór będący w pewnym biegu swych obserwacyi, byłby dłużej ciągnął w ten sposób, lecz inni pasażerowie przechodzili szeregami przed naszemi oczyma i wywoływali nowe spostrzeżenia u niewyczerpanego doktora. Co za typy przeróżne w tym tłoku pasażerów! Jednak nie było tam ani jednego próżniaka, gdyż nie przepływa się z jednego lądu na drugi bez ważnego powodu. Większa część pasażerów płynęła zapewne po fortunę na ziemię amerykańską, zapominając, że dwadzieścia lat mając Yankees już ustalił swoje stanowisko, i w dwudziestym piątym będzie za stary aby wystąpić do walki. Pomiędzy temi miłośnikami niebezpieczeństw, wynalazcami temi goniącemi za powodzeniem, Dean Pitferge pokazał mi kilku dosyć zajmujących. Ten oto, uczony chemik współzawodnik doktora Liebiga utrzymywał, że wynalazł sposób zgęszczania wszystkich pierwiastków pożywnych z wołu w tabliczce mięsa wielkości sztuki pięcio frankowej, i jechał zbijać majątek na przeżuwających zwierzętach w Pampasach. Tamten znów wynalazca motoru kieszonkowego, konia parowego w pudełku od zegarka, — biegł z użytkować swój patent w Nowej Anglii. Inny znów Francuz z ulicy Chapon, wiózł trzydzieści tysięcy lalek z tektury które wymawiały „tata” z akcentem amerykańskim dobrze naśladowanym i nie wątpił, że się z pewnością zbogaci. A nie licząc nawet tych oryginałów, ileż to innych jeszcze, których sekretów nie można było dopatrzeć! Może pomiędzy niemi jaki kassyjer uciekał od próżnej kassy, a jakiś detective tu robiąc się jego przyjacielem czekał tylko przybycia „Great Eastern” do New Yorku aby go ręką za kołnierz pochwycić? Może także poznanoby w tej massie niektórych puszczających się na interesa przemycane, którzy zawsze znajdują akcyjonaryjuszów łatwowiernych, chociażby się ten interes nazywał: „współką oceaniczną dla oświecenia gazem Polinezyi” albo „stowarzyszeniem ogólnem węgli nieulegających spaleniu”.
W tym czasie atoli, moje spostrzeżenia były przerwane wejściem młodego małżeństwa, które jak się zdawało, było pod wrażeniem zawczesnego znudzenia.
— To są Peruwijanie, mój kochany panie — mówił mi doktór — para ożeniona dopiero od roku, która przepędziła swój miodowy miesiąc na wszystkich horyzontach świata. Wyjechali z Lima wieczorem po weselu. Uwielbiali się w Japonii, kochali w Australji, znosili się we Francyi, kłócili w Anglii, a rozłączą się zapewne w Ameryce!