— A czy wiecie, dlaczego mianowicie osłabły? ­ — zapytał znowu Franciszek. — Oto dlatego, moi bracia, że pomiędzy nami znajduje się anioł kopalni, który pracuje jedynie dlatego, aby nieść pomoc swemu bie­dnemu ojcu. Z ufnością w nasze serca, z nadzieją w opiekę Wszechmocnego Boga stanął pomiędzy nami trwożny, lękliwy, słaby, jak trzcina, wiotki jak kwia­tek. Nie upadł jednak, Bóg go wsparł, dobrzy ludzie dopomogli. Jeżeli chcecie, pokażę go wam, ale prze­strzegam, że nie jest to anioł ze skrzydłami, w obłocz­nej, powiewnej szacie, tylko zwyczajna dzieweczka, dobra córka, godna opieki waszej, ojcowie, a waszej miłości, córki, które tu podzielacie pracę swoich oj­ców! Chodźcie, pokażę ją wam! Wy, bracia, choć w pracy wychowani, macie zacne serca, szanujecie i kochacie to, co godnem jest uznania.

— Tak, tak, pokaż nam tego anioła kopalni! — zawołano gwarnie.

Dzieci wsunęły się pomiędzy starszych, chcąc jak najprędzej zobaczyć niewidziane przez siebie zjawisko.

Franciszek ruszył naprzód, i uszedłszy kilkanaście zaledwie kroków, zatrzymał się.

W głębi, we framudze, wykutej w ścianie i oświetlonej kilku płomieniami klęczała Anna, bez kaptura, i z przejęciem modliła się.

Ręce miała złożone, oczy wzniesione w górę, a światło, spływając po niej, otaczało ją jakby aureolą, wpośród której przedstawiają świętych i błogosławio­nych. Twarz blada, świecąca białością, podnosiła urok całej postaci.

Franciszek wyciągnął rękę i wskazując na Annę rzekł:

— Oto anioł kopalni, którego miałem wam pokazać!

— Ależ to Anna, nasza towarzyszka! — zawołano.

— Tak jest, Anna, dobra i poświęcająca się córka, a taka czyż nie godna nazwy anioła?