— Nie chcę, do stu diabłów, nie chcę!

— ...gdyż jestem zmuszony go spalić!...

— Co?!? Spalić mój statek?

— Tak, przynajmniej górę, ponieważ zabrakło opału.

— Spalić mój statek! — krzyczał kapitan Speedy, nie mogąc przyjść do siebie. — Statek, który wart jest pięćdziesiąt tysięcy dolarów.

— Oto sześćdziesiąt tysięcy — odparł Phileas Fogg, wręczając kapitanowi paczkę banknotów.

Wywarło to cudowny wpływ na kapitana Speedy’ego. Nie byłby Amerykaninem, gdyby sześćdziesiąt tysięcy dolarów nie sprawiło na nim pewnego wrażenia. W tej chwili zapomniał o swoim gniewie, o uwięzieniu, o nienawiści do swego pasażera. Jego statek pływał już dwadzieścia lat, więc był to interes nie do odrzucenia.

— Ale żelazny kadłub należy do mnie? — zapytał tonem znacznie spokojniejszym.

— Kadłub i maszyny. Czy zgoda?

— Zgoda!