— Nie mam ich już.
— W takim razie żal mi pana, gdyż samotność jest rzeczą smutną. Jak to, ani jednego serca, które by dzieliło pańskie troski? Przecież powiadają, że we dwoje znosi się łatwiej nawet nędzę.
— Tak mówią, pani.
— Panie Fogg — rzekła wtedy pani Aouda, podniósłszy się i wyciągając rękę ku niemu — czy przyjmie mnie pan jako przyjaciółkę i krewną jednocześnie? Czy zechce mnie pan pojąć za żonę?
Pan Fogg, usłyszawszy te słowa, podniósł się również.
— Kocham panią — rzekł z prostotą — i jestem cały na pani usługi.
Zadzwoniono na Obieżyświata, który zaraz przybył.
Pan Fogg trzymał wciąż rękę pani Aoudy w swojej. Obieżyświat zrozumiał wszystko i jego szeroka twarz promieniała jak słońce w zenicie stref tropikalnych.
Pan Fogg zapytał, czy nie jest za późno, aby pójść porozmawiać z wielebnym Samuelem Wilsonem, proboszczem parafii Saint Marylebone100.
Obieżyświat rozśmiał się i rzekł: