— Tak, w Suezie.

— W Egipcie?

— W Egipcie.

— W Afryce?

— W Afryce.

— W Afryce — powtórzył Obieżyświat. — Trudno mi nawet w to uwierzyć. Niech pan sobie wyobrazi, że zdawało mi się, iż jestem jeszcze w Paryżu; tę piękną stolicę widziałem tylko przez szyby dorożki w ulewnym deszczu, przejazdem z Dworca Północnego na Dworzec Lyoński. Jaka szkoda! Z jaką radością zwiedziłbym Pére-Lachaise25 i cyrk na Polach Elizejskich.

— Zapewne bardzo się pan spieszy? — spytał inspektor policji.

— Ja nie, lecz mój pan. Aha, dobrze, że sobie przypomniałem. Muszę kupić koszulę i pończochy. Wyjechaliśmy bez rzeczy, za cały bagaż mając tylko torbę podróżną.

— Zaprowadzę pana do sklepu, gdzie będzie pan mógł we wszystko się zaopatrzyć.

— Bardzo pan uprzejmy!