— Ależ tak... — odparł Fix, nie chcąc powiedzieć za wiele.
— Czy to ciekawy kraj, te Indie?
— Bardzo ciekawy! Minarety, świątynie, pagody28, tygrysy, węże, bajaderki29! Przypuszczam, że zwiedzicie te strony.
— Spodziewam się, panie Fix. Rozumie pan przecież, że człowiek przy zdrowych zmysłach nie skacze z kolei na statek i ze statku na kolej pod pozorem odbycia podróży dookoła świata w osiemdziesięciu dniach. Cała ta gimnastyka skończy się w Bombaju, nie wątpię o tym wcale.
— Czy pan Fogg dobrze się czuje? — spytał Fix naturalnym tonem.
— Doskonale panie Fix, ja również czuję się wyśmienicie. Mam olbrzymi apetyt. Morskie powietrze wybornie działa.
— Wie pan co, panie Obieżyświacie, zdaje mi się, że pod tą rzekomą podróżą ukrywa się jakaś tajemnicza misja.
— Być może; ale zapewniam pana, panie Fix, że nic o tym nie wiem. Zresztą, nie dałbym nawet pół korony30, żeby się dowiedzieć.
Od tego spotkania Obieżyświat i Fix często z sobą rozmawiali. Inspektor policji starał zbliżyć się do lokaja pana Fogga. Częstował go szklanką whisky albo grogu, którą poczciwiec przyjmował bez ceremonii.
Tymczasem statek szybko mknął naprzód. 13 października ukazała się Mokka31, otoczona łańcuchem ruin, spoza których gdzieniegdzie zieleniły się drzewa daktylowe. W dali, w górach, roztaczały się obszerne pola kawy.