— Jak to, nie jest dokończona?
— Nie jest. Pozostało do położenia pięćdziesiąt mil, dzielących to miejsce od Allahabadu, gdzie znów zaczynają się tory.
— Przecież gazety donosiły o otwarciu drogi żelaznej na całej przestrzeni?
— Cóż, generale, gazety się pomyliły.
— Ale sprzedajecie bilety z Bombaju do Kalkuty? — odparł Cromarty rozgniewany.
— Bez wątpienia — odpowiedział konduktor — ale podróżni dobrze wiedzą, że z Kholby do Allahabadu muszą się dostać w inny sposób.
Pan Cromarty był wściekły. Obieżyświat najchętniej udusiłby niewinnego konduktora; nie śmiał nawet spojrzeć na swego pana.
— Panie Franciszku — rzekł spokojnie pan Fogg — jeśli pan chce, poszukamy sposobu dotarcia do Allahabadu.
— Ależ, panie Fogg, przecież to spóźnienie może fatalnie wpłynąć na pańskie zamiary.
— Nie, panie Franciszku, gdyż było to przewidziane.