— Cicho! — wrzasnął skrzeczącym głosem woźny.

— I — ciągnął dalej sędzia — ponieważ nie jest dowiedzione, iż sługa działał zgodnie z wolą pana i ponieważ ten ostatni musi być odpowiedzialny za czyny i postępki utrzymywanego przez siebie sługi, przeto Phileas Fogg skazany zostaje na tydzień więzienia i sto pięćdziesiąt funtów kary. Niech woźny wprowadzi następnych podsądnych.

Fix w swoim kącie z niewypowiedzianym zadowoleniem przysłuchiwał się wyrokowi skazującemu pana Fogga na zatrzymanie się w Kalkucie przez tydzień, w ciągu którego rozkaz aresztowania na pewno nadejdzie.

Obieżyświat był w rozpaczy. Wyrok rujnował jego pana. Zakład o dwadzieścia tysięcy funtów przegrany, a wszystko dlatego, że on jak ostatni dureń wszedł do tej przeklętej świątyni.

Pan Fogg przez cały ten czas nic nie stracił ze swej zwykłej równowagi, tylko w chwili, gdy pisarz sądowy wniósł inną skargę, powstał i rzekł:

— Składam kaucję.

— Ma pan do tego prawo — odrzekł sędzia.

Fixowi skóra ścierpła z przerażenia, zimny dreszcz przebiegł mu po ciele, uspokoiły go tylko słowa sędziego, który ze względu na to, że pan Fogg i służący są cudzoziemcami, wyznaczył kaucję w wysokości tysiąca funtów szterlingów za każdego z nich.

— Płacę — rzekł pan Fogg.

I z trzymanej przez Obieżyświata torby wyjął paczkę banknotów i złożył je na stoliku pisarza sądowego.