— Suma ta zostanie panu zwrócona po wyjściu z więzienia, tymczasem za kaucją są panowie wolni.

— Chodźmy — rzekł pan Fogg do swego służącego.

— Ale niech mi przynajmniej zwrócą buty! — krzyknął wściekły z gniewu Obieżyświat.

Zwrócono mu je.

— O, drogo kosztują — mruczał do siebie i szedł z posępną miną za swym panem, który prowadził pod rękę panią Aoudę.

Fix miał nadzieję, że złodziej nigdy nie zgodzi się na stratę tak dużej sumy i odsiedzi swą karę, w każdym jednak razie szedł za nim krok w krok, nie spuszczając z niego oka.

Pan Fogg zawołał dorożkę i kazał się zawieźć do przystani. O pół mili od przystani stał na wodzie zakotwiczony statek „Rangoon”, a wywieszona flaga zwiastowała, że wkrótce odbije od brzegu. Była dopiero jedenasta, pan Fogg miał więc jeszcze godzinę. Wysiadłszy z dorożki, wsiadł do łódki, która dowiozła go wraz z towarzyszami do statku. Na ten widok agent tupnął nogą.

— A to nicpoń! — zawołał. — Ucieka, wyrzucając na marne dwa tysiące funtów. Rozrzutny jak złodziej. Ale ja cię złapię, ptaszku, choćbym cię miał ścigać na koniec świata. Oby tylko skradzione pieniądze nie za prędko się rozeszły.

Obawa Fixa miała pewne podstawy. Pan Fogg od swego wyjazdu z Londynu na podróż, nagrody, słonia, kaucję i kary wydał przeszło pięć tysięcy funtów, a im mniejsza będzie zwrócona bankowi suma, tym mniejszą nagrodę otrzyma agent.

Rozdział XVI. Fix udaje nieświadomego