„Rangoon”, jeden ze statków Towarzystwa Żeglugi Indyjskiej i Orientalnej, przeznaczony na morza chińskie i japońskie, był żelaznym parowcem o wyporności siedmiuset siedemdziesięciu ton i mocy czterystu koni51. Szybkością nie ustępował „Mongolii”, jednak pod względem wygody pozostawiał wiele do życzenia. Toteż pan Fogg musiał zrezygnować z chęci zapewnienia na nim pani Aoudzie takich wygód jak zamierzał.
Zresztą chodziło tylko o odległość trzech tysięcy pięciuset mil, którą przebędą w jedenaście lub dwanaście dni, a pani Aouda nie była wymagającą pasażerką.
Podczas pierwszych dni podróży młoda kobieta bliżej poznała pana Fogga. Przy każdej sposobności okazywała mu jak najżywszą wdzięczność. Flegmatyczny dżentelmen, sądząc z pozoru, przyjmował to wszystko bardzo obojętnie, ani tonem, ani gestem nie zdradzając najmniejszego wzruszenia. Był dla niej wyszukanie grzeczny, dbał, by jej na niczym nie zbywało, ale wszystko, co robił, robił z wdziękiem i spokojem automatu.
Pani Aouda potwierdziła wzruszającą historię, jaką opowiedział o niej przewodnik. Rzeczywiście, pochodziła ona z rasy zajmującej u krajowców pierwszorzędne miejsce. Niektórzy kupcy paryjscy dorobili się na handlu bawełną w Indiach ogromnych majątków. Jeden z nich, James Jejeebhoy, otrzymał od rządu angielskiego szlachectwo i pani Aouda była krewną tego bogatego człowieka. Właśnie kuzyna pana Jejeebhoya, szanownego Jejeha, chciała odszukać w Hongkongu. Czy znajdzie u niego schronienie i opiekę, tego nie mogła stwierdzić na pewno. Na to pan Fogg odpowiedział, by była zupełnie spokojna i że się wszystko ułoży z matematyczną dokładnością. Był to jego zwykły sposób mówienia.
Pierwsza część podróży na „Rangoonie” odbyła się w najlepszych warunkach. Cała ta część olbrzymiej Zatoki Bengalskiej była odpowiednia dla szybkiej żeglugi. Ze statku widziano już największą wyspę archipelagu Andamanów, malowniczą górę Sadle Peak, liczącą dwa tysiące czterysta stóp52.
Statek trzymał się blisko brzegu. Dzicy mieszkańcy wyspy nie pokazywali się wcale. Są to istoty stojące na najniższym stopniu cywilizacji, ale nie są ludożercami. Wyspy tworzyły prześliczną panoramę. Na przodzie ogromne lasy drzew muszkatołowych i bambusowych, w dali sylwetki gór o kształtnych konturach. Na brzegach roiły się salangany53, których gniazda są ulubioną potrawą mieszkańców Państwa Środka54. Cała ta dekoracja prędko znikła z oczu i „Rangoon” wpłynął w cieśninę Malakka, aby przez nią dostać się na morza chińskie.
Cóż porabiał inspektor Fix, tak nieszczęśliwie wciągnięty w podróż dookoła świata? Pozostawiwszy w Kalkucie polecenie, by w razie nadejścia rozkazu aresztowania odesłać go do Hongkongu, Fix wsiadał na „Rangoona” niezauważony przez Obieżyświata, starannie unikając spotkania z nim. Rzeczywiście, trudno by mu było wytłumaczyć swoją obecność na pokładzie, nie wzbudzając w Obieżyświacie podejrzeń.
Ale zbieg okoliczności sprawił, że Fix wznowił swą znajomość z poczciwym chłopakiem. Jak się to stało, zaraz zobaczymy.
Wszystkie nadzieje, wszystkie życzenia inspektora policji skoncentrowały się w jednym jedynym punkcie świata. W Hongkongu musiało nastąpić aresztowanie, inaczej złodziej wymknie się bezpowrotnie.
Hongkong był w samej rzeczy ostatnim kawałkiem ziemi angielskiej. Poza nim Chiny, Japonia i Ameryka mogły służyć panu Foggowi za pewne schronienie. W Hongkongu, w chwili nadejścia rozkazu, Fix mógł niezwłocznie zaaresztować pana Fogga i oddać w ręce policji. Nic nie stawało temu na przeszkodzie. Zupełnie co innego poza Hongkongiem. Tam już zwykły nakaz aresztowania nie wystarczał, potrzebne były pewne formalności, wymagające dużo czasu, mogące spowodować zwłokę, z której złodziej skorzysta, by zniknąć na zawsze.