— Czy podejmiecie się zabrać mnie do Jokohamy?

Przy tych słowach pilot opuścił ramiona i wytrzeszczył oczy.

— Wielmożny pan chyba żartuje? — spytał.

— Nie, spóźniłem się na statek „Carnatic”, a najpóźniej czternastego muszę być w Jokohamie, żeby zdążyć na statek do San Francisco.

— Żałuję — odparł pilot — ale to niemożliwe.

— Daję wam sto funtów dziennie i dwieście funtów nagrody, jeśli przybędę na czas.

— Naprawdę? — spytał pilot.

— Zupełnie serio — odrzekł pan Fogg.

Pilot zamyślił się, patrzył na morze. Chęć dobrego zarobku walczyła w nim z obawą wypuszczenia się tak daleko.

Fix był w śmiertelnej trwodze.