Ileż to razy bracia Melvill przypatrywali się młodzieży obojga płci grającej na tym placu! Zresztą niepodobna określić ich radości, że miss Campbell zgodziła się na propozycję. Będą więc mogli zabawić ją wobec widzów, których nigdy nie brak ani tu, ani w Helensburgh. Próżni ludzie!

Uprzedzono o tym Arystobula Ursiclosa, który też na chwilę zawiesił roboty i znalazł się właśnie w chwili rozpoczynania batalii na placu boju. I on również miał pretensję należenia do znakomitych graczy tak pod względem teorii, jak i w praktyce, grał jako uczony, jako geometra, jako fizyk, jako matematyk, jednym słowem jako mąż pewny siebie, umiejący obrachować cały przebieg gry.

Niezbyt przyjemnie było miss Campbell, że dostała za partnera napuszonego uczonego. Czy mogło być jednak inaczej? Niepodobna bez sprawienia przykrości obu braciom rozdzielać ich, stawiać jednego naprzeciw drugiego, gdy dotąd szli zawsze razem, ręka w rękę, tak połączeni ze sobą myślą i sercem, ciałem i duszą. Nie, tego uczynić nie mogła.

— Miss Campbell — odezwał się Arystobul Ursiclos — jestem niezmiernie szczęśliwy, że zostałem pani pomocnikiem, a jeżeli pani pozwoli, wytłumaczę pani teorię uderzania...

— Panie Ursiclos, trzeba przede wszystkim wygrać — odpowiedziała widocznie zniechęcona Helena.

— Wygrać?

— A właściwie przegrać — dodała Helena. — Byliby niepocieszeni, gdybyśmy ich pobili.

— Jednakże... pozwól pani... — rzekł Arystobul Ursiclos. — Grę tę znam jako geometra z profesji i szczycę się tym. Obrachowałem doskonale kombinacje linii, wartości krzywych i mam pewną w tym wprawę...

— Ja o niczym zgoła nie myślę, chciałabym tylko sprawić przyjemność moim przeciwnikom. Zresztą są oni bardzo silni w tej grze, uprzedzam pana, i wątpię, czy umiejętność pańska wystarczy wobec ich niezwykłej biegłości.

— Zobaczymy zaraz — szepnął Arystobul Ursiclos, ponieważ żadne względy nie mogły go nakłonić do zrzeczenia się walki na serio... nawet chęć przypodobania się miss Campbell.