— Zobaczysz pan, jaki to chleb wyborny — mówił Ned.
— Szczególniej dla tych, którzy dawno chleba nie jedli — odparł Conseil.
— To coś lepszego niż chleb, to ciasto delikatne. Czy pan tego nigdy nie jadł?
— Nigdy.
— To niech się pan spodziewa czegoś bardzo smacznego. Jeśli pan nie zażąda więcej, to niech będę najlichszym z oszczepników.
W kilka minut część owocu dotykająca ognia zupełnie się zwęgliła, a w środku było ciasto białe, rodzaj miękkiego ośrodka jak u karczocha.
Przyznam się, że jadłem to z wielką przyjemnością.
— Szkoda, że to ciasto — mówiłem — nie może być długo świeże; toteż nie warto zbierać owocu na zapas.
— Właśnie rzecz ma się inaczej. Pan mówi jak naturalista, a ja zrobię jak piekarz. Conseil, nazbieraj tych owoców, zabierzemy je z sobą, gdy będziemy wracać do czółna.
— A jakże je przyrządzić trzeba? — pytałem Kanadyjczyka.