Oglądaliśmy na mapie drogi, którymi żeglarz ów francuski świat wokoło opływał, rozważaliśmy dwukrotne jego usiłowania zbliżenia się do bieguna południowego, które spowodowały odkrycie ziem Amalii i Ludwika Filipa; wreszcie jego badania hydrograficzne nad głównymi wyspami Oceanii.

— Co wasz d’Urville zrobił na powierzchni morza — mówił kapitan Nemo — to ja czynię wewnątrz oceanu, a łatwiej i zupełniej od niego. Jego okręty: „Astrolab” i „Gorliwa”, tłuczone ciągle huraganami, nie mogą być porównane z „Nautilusem”, tym cichym gabinetem pracy, prawdziwie spokojnym wśród wód.

— A jednak — odparłem — jest niejakie podobieństwo między korwetami d’Urvilla i pańskim statkiem.

— A to jakie, panie Aronnax?

— Bo i „Nautilus” osiadł na mieliźnie.

— Nie osiadł na mieliźnie, panie profesorze — odrzekł zimno kapitan — bo „Nautilus” jest do tego, aby osiadać na dnie morskim, a ja nie podejmuję prac niesłychanych i wysileń, jakie podjąć musiał d’Urville, aby spłynąć na wodę. Jego okręty o mało co nie zginęły, mój nie jest nawet zagrożony. Jutro więc, w dniu naprzód wskazanym, w godzinie oznaczonej przypływ podniesie nas i znów puścimy się na żeglugę przez morze.

— Ani wątpisz, kapitanie...

— Tak, jutro — dodał kapitan, powstając — jutro o godzinie drugiej minut czterdzieści po południu „Nautilus” spłynie i bez uszkodzenia opuści cieśninę Torresa.

Wyrzekłszy sucho te słowa, ukłonił mi się lekko, co znaczyło, że mam odejść; poszedłem więc do mej kajuty. Zastałem tam Conseila ciekawego mej rozmowy z kapitanem.

— Mój kochany — powiedziałem mu — kapitan bardzo ironicznie przyjął moje zawiadomienie, że „Nautilus” jest niejako zagrożony przez dzikich Papuasów. Cóż więcej mam ci powiedzieć? Zaufaj mu i idź spać.