— Jeśli tak, to może pan zechcesz zrobić wycieczkę arcyciekawą.

— Z całego serca, kapitanie.

— Bywałeś pan na dnie morskim za dnia i przy świetle słonecznym; nie zechciałbyś pan zobaczyć, jak też wygląda w nocy?

— I owszem.

— Będzie to męcząca przechadzka, uprzedzam pana. Trzeba będzie iść długo i wspinać się pod górę. Drogi są tam nieosobliwie utrzymane.

— Zaciekawiasz mnie, kapitanie, i tym chętniej pójdę.

— To chodźmy, profesorze, ubrać się w skafandry.

Przybywszy do szatni, zrozumiałem, że ani moi towarzysze, ani ludzie z załogi statku nie wybierają się z nami na tę wycieczkę. Kapitan Nemo nie proponował mi nawet, by zabrać z sobą Neda lub Conseil’a.

Szybko przywdzialiśmy ubiory nurków. Umieszczono nam na plecach zbiorniki obficie napełnione powietrzem, ale lampy elektryczne nie były przygotowane. Zwróciłem na to uwagę kapitana.

— Byłyby zbyteczne — odpowiedział.