— Tak.

Brak powietrza

Tak więc dokoła „Nautilusa”, z wierzchu, pod spodem, nieprzebyta ściana lodu. Byliśmy więźniami lodowiska. Kanadyjczyk uderzył w stół swoją olbrzymią pięścią. Conseil milczał, ja patrzyłem na kapitana. Oblicze jego przybrało wyraz zwykłej obojętności. Skrzyżował ręce na piersiach, rozmyślał. „Nautilus” już się nie ruszał. Wówczas kapitan przemówił:

— Panowie — rzekł spokojnym głosem — w takich warunkach, w jakich się znajdujemy, istnieją dwa sposoby śmierci.

Niepojęty ten człowiek miał minę profesora matematyki rozwiązującego uczniom zagadnienie.

— Pierwszy — mówił dalej — jest umrzeć zmiażdżonym, drugi — umrzeć z uduszenia. Nie wspominam o możliwości śmierci z głodu, bo zapasy „Nautilusa” przetrwają nas zapewne. Zajmijmy się zatem wyborem zmiażdżenia lub uduszenia.

— Co do uduszenia, kapitanie — odparłem — nie potrzebujemy się go obawiać, bo nasze zbiorniki są pełne.

— Prawda — rzekł kapitan Nemo — ale nie dadzą nam więcej niż na dwa dni powietrza. Otóż dopiero trzydzieści sześć godzin jesteśmy zanurzeni w wodzie, a już zgęszczona atmosfera „Nautilusa” wymaga odświeżenia. Za czterdzieści osiem godzin nasz zapas zupełnie się wyczerpie.

— A zatem, kapitanie, wyswobódźmy się przed upływem czterdziestu ośmiu godzin.

— Spróbujemy przynajmniej, przebijając otaczającą nas ścianę.