Wiedział już teraz, że dobrze trafił. U Złośnickiego będzie mu jak w raju!
Dobre dni u Złośnickiego
Mieszkał Cudaczek-Wyśmiewaczek u Złośnickiego przez tydzień. Dobrze mu się działo. Brzuszek miał zawsze pękaty jak to ziarnko grochu.
Mieszkał przez drugi tydzień i trzeci. Nigdy nie był głodny.
Pan Złośnicki o byle głupstwo czerwienił się jak burak i wyprawiał takie przedstawienia, że trudno opowiedzieć. A już o mycie to była awantura najmniej trzy razy na dzień, bo pan Złośnicki nie lubił się myć. Zdaje mi się, że szkoda mu było na to czasu.
— Czy woda ciebie kąsa? — żartowała z niego Danusia.
— Nie, ale on jest z cukru i boi się rozpuścić — dokuczał starszy brat Tadek.
Pan Złośnicki złościł się jeszcze więcej o te żarty, aż nogami tupał albo plecami o ścianę tłukł. Ścianie to wcale nie przeszkadzało, a Cudaczek miał uciechę, że aż ha!
Kiedyś mało nie pękł ze śmiechu przez to mycie.
Był wtedy pogodny dzień jesienny i dzieci bawiły się w ogródku za domem. Budowały tunel koło starej akacji. A tu okno się otwiera i mama woła: