— Dzieci, obiad! Ręce myć!
Żal było odejść od zabawy i Złośnicki od razu się naburmuszył. Danusia pobiegła przodem, a on wlókł się za nią i mruczał:
— Rano mycie, wieczorem mycie, przed jedzeniem mycie! Nie wiem po co!
— Okropność! — wzdychał mu nad uchem Cudaczek-Wyśmiewaczek, licho niepoczciwe.
Pan Złośnicki wszedł do umywalni. Z kranu ciekł sobie mały strumyczek wody. To pewnie Danusia ręce myła i nie dokręciła kranu, ona tak zawsze.
Złośnicki podstawił ręce pod ten strumyczek wody, szurnął prawą o lewą, potem wytarł byle jak w ręcznik i poszedł do stołu.
— Myłeś ręce? — pyta mama.
— Myłem — mruczy Złośnicki.
— Ej, pokaż.
Złośnicki wykrzywia się gniewnie, pokazuje ręce i powtarza z uporem: