— Szkoda.

Wieczorem, kiedy mama przyszła do niego na dobranoc, chłopiec objął ją mocno rękami za szyję.

— Mamusiu, ja coś powiem.

— No, co takiego?

— Ja nie będę się złościł.

— Naprawdę? To bardzo mnie cieszy.

— Ale mamusia będzie pomagała? Mamusia mi zawsze powie: „lustro”. Dobrze?

— Lustro? No dobrze. Powiem. A czy to pomoże?

— Pomoże — westchnął Złośnicki, bo sobie przypomniał straszydło, które zobaczył dzisiaj.

Zaczęły się odtąd chude dni dla Cudaczka-Wyśmiewaczka. Złośnicki wpadał nieraz w złość, ale już takich przedstawień z tupaniem, waleniem w ścianę i krzykiem nie było nigdy. A nawet zwyczajne gniewy zdarzały się coraz rzadziej. Cudaczek śmiał się czasem raz na dzień. Czasem wcale. W brzuszku burczało głośno.