Okno było otwarte i coś tam w izbie krzyczało: „nie chceeę!”.

Cudaczek wskoczył na okno. Przycupnął za kwitnącą pelargonią i spojrzał:

Nieduża dziewuszka wyrywała się swojej mamie. Zasłaniała się rękami. Wiecie przed czym? Przed grzebieniem! Takim sobie zwykłym grzebieniem.

Krzyczała, płakała, nie dawała się uczesać.

Cudaczek ledwie spojrzał, już prychnął śmiechem, bo dziewuszka wyglądała jak strach na wróble.

— Kasiu, a toćże8 się opamiętaj — tłumaczyła mama. — Jakże będziesz chodziła z taką strzechą na głowie? Nie wstyd ci to przed ludźmi?

— Niee... nieee!... — krzyczała mała Kasia.

— A to sobie chodź jak czupiradło! — zawołała matka i puściła dziewczynkę.

A ona od razu myk! za drzwi. Ledwo Wyśmiewaczek zdążył uwiesić się jej sukienki.

— Oho — mruczał — zdaje się, żem dobrze trafił. Już mi brzuszek pęcznieje.