Ale, jedyny mój, kocham ciebie; jeśli ty mi odwzajemniasz, będę miała siłę do męczeństwa; będę cierpieć, ale przełożę swoje męczarnie nad szczęście kogokolwiek na ziemi.

Otrzymałam od arcybiskupa Tuluzy bilecik bardzo miły, ale który mnie zaniepokoił, mimo że on sam nie jest niespokojny: pluł krwią wczoraj. Bordeu powiada, że to z gardła; ale czy to naturalne pluć krwią, zwłaszcza kiedy ktoś jest na mleku za całe pożywienie i zażywa dwa razy na dzień mleko ośle? Lękam się, aby się to źle nie skończyło.

Mój Boże, jakże daleko od tych, których lubię, od tego, co mnie obchodzi, niepokoi nawet, jakże daleko od tego do ciebie! Och, miły mój, miej się dobrze; nie dręcz mnie już; nie każ mi cierpieć; ale też nie popadaj w inną ostateczność, nie każ wierzyć, że życie moje jest ci potrzebne; byłabym zbyt godna współczucia, czuję bowiem żądzę śmierci.

Bądź zdrów, drogi, napisałam do ciebie cały tom wczoraj.

Bardzo pragnęłabym wiedzieć, czy jesteś rad z pana de Saint-Germain; spodziewam się, że tak, wierzę w to. Przychodź, przychodź. Masz większą władzę nade mną niż Logistile nad Rolandem, niż opium nad cierpieniem i wierzę, doprawdy, że byłbyś silniejszy niż śmierć.

Wszyscy, wszystko, co tylko ma nieco smaku i dowcipu, bawi w Chevrette.

List CLIX

Piątek, wpół do dwunastej wieczór, listopad 1775

Nie ma pana de Guibert, ale też nie ma i listu od niego. Bardzo mi pusto. Drogi mój, kocham cię, bez wątpienia, tysiąc razy więcej niż Berenice kochała Tytusa, ale na nieszczęście nie mogę w ten sam sposób użyć swego czasu; niepodobna mi go strawić wyłącznie na czekaniu.

Tak na przykład nadzieja oglądania ciebie dziś wieczór kazała mi zrobić zawód jednemu z przyjaciół; martwiłam się tym, oczekując cię, i w tej chwili mnie to niepokoi, nawet bowiem przyjaciele odstręczają się nader rychło. Każdy ma tyle zatrudnień i rozrywek, że trzeba wielkiej dobroci, aby mnie poświęcać wieczory!