Och, drogi mój, zapomniałeś tedy, że cię kocham, i nie wiedziałeś już, jak kocham, wszystkimi władzami duszy, umysłu, wszystkim powietrzem, którym oddycham. Słowem, kocham tak, jak żyję, a żyję jedynie swym kochaniem.

Jedyny mój, zabij mnie, jeżeli chcesz, ale będę ci powtarzała, ile sił starczy, że to opowiadanie jest za długie co najmniej o dziesięć wierszy. A potem czy się mylę, czy ta śmierć Adelaidy nie przypomina mocno śmierci Tankreda? Rozumiem dobrze, że nie mówią tego samego, ale czy nie ma tu reminiscencji?

Umieram z ochoty dowiedzenia się, co ci powie pan de Saint-Germain. Myślałam dużo o jego liście: jest bardzo, ale to bardzo pochlebny; nie wątpię, że będziesz rad ze stosunku, jaki wytworzy się między wami. Nie zapomnij przynieść mi brulion listu, jaki doń napisałeś.

Jeżeli nie miałabym cię ujrzeć jutro rano, napisz słówko, nie wątpię bowiem, iż nie zjawisz się już dziś wieczór. Gdybyś nie przyszedł rano i nie mógł poświęcić mi wieczoru, trzeba ci wiedzieć, że od czwartej do wpół do szóstej jestem sama: oto masz trzy sposoby swobodnego widzenia mnie. Wybierz tedy jeden z nich, jedyny mój: potrzebuję cię widzieć.

Bywaj zdrów; widzisz, że sobie wynagradzam straty. Och, dobry Boże, tak wydręczyłam cię milczeniem! Mój przyjacielu, czy myślisz, że jest, że był kiedykolwiek ktoś w świecie bardziej urzeczony twoim urokiem i głębiej pochłonięty tobą? Czy sądzisz wreszcie, że istnieje większy stopień tkliwości i namiętności niż ta, która mnie ożywia? Bicia mego serca, tętno pulsów, oddech, wszystko to jeno objawy mego uczucia: jest bardziej żywe, bardziej gwałtowne niż kiedykolwiek; nie iżby było silniejsze, ale że ma zagasnąć, podobne światłu, które ożywa z większą siłą, nim zgaśnie na zawsze.

Bądź zdrów, miły mój, kocham ciebie.

List CLVIII

Wtorek, 21 listopada 1775, o trzeciej

Miła, dobra, urocza, słodka i najukochańsza istoto, to nie twoja wina, ani moja, jedyny mój, jeżeli nie dostałeś wiadomości ode mnie w Wersalu. Otrzymałam twój bilecik dziś rano o 11-ej; nie było już czasu, że zaś wyobrażam sobie, iż udasz się najpierw do siebie, nim zjawisz się u mnie, spieszę podziękować ci za pamięć tak miłą, tak pełną dobroci.

Troskliwość twoja wzrusza mnie; jestem w rozpaczy, iż nie mogę jej zadowolić, donosząc, że mam się lepiej, ale nie ma sposobu! Kaszlałam wczoraj śmiertelnie; w nocy miałam gorączkę tak silną, iż myśli moje bardziej były poplątane i zmącone niż kiedykolwiek. Dziś rano o jedenastej był lekarz, znalazł gorączkę większą niż zazwyczaj o tej godzinie. To z podrażnienia; piersi moje i wnętrzności bardziej jeszcze są rozpalone i poruszone aniżeli dusza.