Dziękuję za troskliwość, którą mi okazujesz; kaszlę bez pamięci, cierpiałam bardzo i czuję się śmiertelnie znużona dzisiejszym dniem. Jest u mnie ktoś, kto czeka, kto mówi, że piszę bardzo długo, a z pewnością do osoby, której mój list zrobi mniej przyjemności niż moja rozmowa zrobiłaby temu komuś. To wielka prawda, z pewnością, ale chciałam ci odpowiedzieć, mimo że mam niezbite dowody, że nigdy nie czytasz listu ode mnie w całości.

List CLXIV

Czwartek, jedenasta wieczór, grudzień 1775

Nie widziałam cię. Drogi mój, kocham cię: kiedy cię zobaczę? Oto rezultat przeszłości, teraźniejszości i przyszłości, jeżeli jest przyszłość. Och, miły mój, co ja cierpiałam, co ja cierpię! Męczarnie moje są straszne, ale czuję, że cię kocham.

Hrabia de Crillon przyniósł z Wersalu wiadomość, że pan de Saint-Germain leży w łóżku z silnym katarem. Gdybyś go nie miał widzieć, żal by mi było bardzo twej podróży.

Bądź zdrów, drogi. Gdyby to pozdrowienie miało być ostatnie, nie wymawiałabym go z większą czułością i żalem. Ale przebacz, nie chcesz, abym ci mówiła o mym cierpieniu ani o nadziei.

List CLXV

Piątek wieczór, grudzień 1775

Czy to prawda, że dziś wieczór los Domu Królewskiego ma być postanowiony i ogłoszony? Czy zawsze jesteś równie zadowolony? Czy twój zapał nie ostygł? Czy nic nie musiałeś opuścić ze swoich nadziei i pragnień? Słowem, drogi mój, czy jesteś rad? Czyś już poczynił zarządzenia co do Hetmana? Masz loże, bilety dla siebie? Czy zawsze jutro rano jest próba? Czy znajdziesz wśród tylu spraw chwilkę dla mnie?

Odpowiedź na to ostatnie pytanie nie jest dla mnie najmniej interesująca: potrzebuję widzieć ciebie, dusza moja omdlewa; jest to, zdaje się, owo usposobienie, które pobożni nazywają momentem oschłości, i trzeba całej miłości Bóstwa, aby je można było znieść. Wyobraź sobie, najważniejszą sprawą mego dnia był wyborny obiad, z którego wyszłam udręczona wyrzutami i przeniknięta żalem, iż miałam zarazem za wiele słabości i za wiele siły. Czy nie znasz przyjemności jedzenia, posuniętej aż do namiętności? Otóż ja jestem w tej fazie od jakich dwóch tygodni, a lekarze — nieuki albo barbarzyńcy — twierdzą, że to zły znak dla moich piersi. Gdybym zdołała uśmierzyć kaszel, anibym dbała o ich prognostyki.