List CLXVII

Wtorek, piąta rano, grudzień 1775

Nie mogę spać; wnętrzności moje, głowa, dusza, wszystko to budzi mnie i dręczy na swój sposób. Aby urzec swoje cierpienia, chcę mówić z tobą.

Widzisz, drogi przyjacielu, że nie mogę, nie mogę być na obiedzie u pana Boutin. Doniosłam ci, że pisałam doń z usprawiedliwieniem, w istocie, to by było nad siły; wyjąwszy ciebie, nie jestem zdolna nikogo słuchać ani rozmawiać z nikim. Przeszłam takie wzruszenia, zostało mi jeszcze tyle niepokoju, że nie mogłabym czuć się dobrze inaczej niż z tą nieszczęśliwą rodziną; cierpię i czuję jak oni.

Mój przyjacielu, serce moje jest pełne łez, a te, które wylewam, nie tylko mają za przedmiot pana de Saint-Chamans. Ach, jakże ty jesteś zrośnięty ze wszystkim, co ożywia mą duszę! To ty, zawsze ty, pod jaką bądź formą i w jaki bądź sposób wyrażam jakieś bolesne uczucie. Moje żale, obawy, wyrzuty, wszystko jest pełne ciebie i w jaki sposób mogłoby nie być? Istnieję jedynie przez ciebie i dla ciebie. Och, Boże, powiadasz, że ja odpycham, że odtrącam wszystko, co ty robisz dla mnie; wytłumacz mi tedy, co mnie przytrzymuje, co mnie wiąże do życia boleści, które powinnam była opuścić z chwilą, gdym straciła to, co mi dało poznać całą jego cenę, co mi je dało ukochać? Co mnie zatrzymało wówczas? Co mnie zatrzymuje jeszcze teraz, rozdzierając me serce?

Wiesz równie dobrze jak ja, czy cię kocham; wiesz, że mówiąc, iż cię nienawidzę, dowodzę ci jeszcze, że cię kocham; moje milczenie, chłód, moje niedorzeczności, wszystko to jest ci dowodem, że nie istnieje w świecie bardziej tkliwa i silna namiętność. Mój Boże, jakże ja ją zwalczam! Jak się nią brzydzę! I zawsze jest potężniejsza niż wola i rozsądek.

Mój przyjacielu, poślij prędko, aby się wymówić z tego obiadu u pana Boutin. Wiesz, że mieszka przy ulicy Richelieu, koło ulicy de Menars. Zachowaj swą dobrą wolę dla mnie na jutrzejszą środę u pani de Geoffrin; mam nadzieję, że będę mogła pójść, jeżeli otrzymamy dziś wiadomości.

List twój z Wersalu dostałam za powrotem; przyszedł o północy. Nie dość wyraziłam ci, jak mnie wzruszyła ta dobroć i współczucie. Dzień dobry lub dobranoc, drogi mój, zaczynam bowiem noc. O wiele mi słodziej rozmawiać z tobą niż spać; ale aby kochać, aby cierpieć jeszcze jakiś czas, trzeba mi koniecznie snu: aby kochać, trzeba żyć, a to pewna, że żyję jedynie, aby cię kochać.

Bądź zdrów, najmilsza i najukochańsza istoto. To znaczy przebaczyć: ale zapomnieć! Och!

List CLXVIII