Północ, wtorek, grudzień 1775
Wy jesteście z lodu, wy dzieci szczęścia, ludzie światowi! Dusze wasze zamknięte są na żywe, głębokie wzruszenia! Gotowa jestem dziękować Niebu za nieszczęście, które mnie przygniata i z którego umieram, skoro mi zostawia tę słodką wrażliwość i to głębokie uczucie, które czynią przystępnym dla wszystkiego, co cierpi, dla wszystkiego, co poznało ból, wszystkiego, co jest udręczone rozkoszą i nieszczęściem kochania. Tak, mój przyjacielu, ty jesteś szczęśliwy, ale ja mam więcej przyjemności.
Skończyłam właśnie ostatni tom Zepsutego chłopka107. Czy ta ostatnia strona nie zachwyciła cię? Czy nie czułeś potrzeby mówienia ze mną o niej? Odczytania mi jej? Duszo z lodu! To szczęście, to język Nieba. A śmierć Manon i jej miłość, i jej wyrzuty, i te bolesne i namiętne słowa! Mój Boże, spędziliśmy wczoraj wieczór razem, książka była tuż, czytałeś ją i nie rzekłeś mi nic o niej!
Mój przyjacielu, jest mały kącik twej duszy i duża część twego postępowania, które by mogły, bez szaleństwa i niesprawiedliwości, nasunąć niemiłe dla ciebie zestawienie. Tak, tak, jest coś z Edmunda w twoim usposobieniu; nie jesteś doń podobny wprost, ale po trosze z profilu. Mój przyjacielu, ta książka, ta licha książka, której brak jest smaku, delikatności, zdrowego sensu nawet, ta książka — chyba się bardzo mylę — pisana jest resztką namiętności i żaru, jakim oddychali Saint-Preux i Julia108. Są tam rozkoszne powiedzenia. Jeśli to nie ostatnie iskierki twego geniuszu, Janie Jakubie, jeśli to nie są źle ugaszone popioły namiętności, która ożywiała twą duszę, czytaj to dzieło, zaklinam cię, a serce twoje będzie przejęte sympatią dla autora, który je wadliwie począł i wykonał, ale który jest z pewnością zdolny stworzyć lepsze. Karzę cię, drogi mój, nękam cię, ale wywiniesz się jak zwyczajnie, nie czytając tego, co piszę. Edmund uczyniłby toż samo, a mniej był zajęty od ciebie.
Mój przyjacielu, oto tytuł lub przypisek listu, który zamieściłabym na miejscu wydawcy:
Edmund do Manon.
W jaki sposób można objawiać te same uczucia tylu rozmaitym osobom?
Świat jest niebezpiecznym środowiskiem dla kogoś, kto ma serce takie jak Edmund.
Odeślesz mi książkę i listy. Opowiesz mi, że bardziej byłeś rozerwany niż zajęty dziś popołudniu. Opera, wizyty, grzeczności, mizdrzenia, płochości światowca, człowieka talentu, geniuszu, potrzeba stania się czymś. Och! Zdumiewająca grzeczność! Cóż za straszne nieszczęście zetknąć się z bliska z człowiekiem bardziej jeszcze niebezpiecznym niż uroczym!
Mój przyjacielu, kaszlałam tak, iż wystraszyłam wszystkich koło siebie; nie żyję już! Doprawdy, masz obowiązek mnie kochać, już masz na to tylko chwilę. Czuję to.